poniedziałek, 1 lipca 2013

Chapter 2

- Przepraszam, musiałam się ubrać...Chyba nie chciałbyś bym przyszła na śniadanie naga?
Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami i wywróciłam oczami. 
Bruce szybko do mnie podszedł i mocno złapał mnie za ramie. Strasznie bolało. Próbowałam mu się wyrwać, ale przecież jest mężczyzną i jest dużo silniejszy ode mnie, nie mogłam nic zrobić. 
- Nie pozwalaj sobie na tak wiele, bo możesz tego pożałować, kochanie.
Wyszeptał mi do ucha dosyć głośno, lecz tak bym tylko ja mogła go usłyszeć. Po chwili nie zręcznej ciszy puścił moje ramie i podał mi do ręki cztery białe talerzyki. 
- Zanieś to do jadalni.
Po wypowiedzeniu tych słów obrócił się znowu w stronę szafek i dalej czegoś szukał. Stawiam na to że nie mógł znaleźć sztućców, ale nie miałam zamiaru mu pomagać. Obróciłam się na pięcie i wyszłam z kuchni. 
Pewnie teraz zastanawiacie się o co mu chodziło, czemu tak zrobił, co on w ogóle zrobił i czemu na to nie zareagowałam... Ja po prostu już się do tego przyzwyczaiłam. Tak, Bruce mnie bił, i to co zrobił w kuchni było niczym w porównaniu do tego co potrafi mi zrobić. Pamiętam jak kiedyś mnie uderzył tak mocno w rękę, że wylądowałam w szpitalu. Oczywiście była złamana i musiałam chodzić z gipsem przez następne dwa miesiące, a każdemu wokół mówiłam że spadłam ze schodów. No bo co miałam powiedzieć? Hej mamo, twój mąż mnie bije, ale to nic. Nie przejmuj się mną, jakoś dam radę. Oczywiście że nie! Matka by mi nie uwierzyła, przecież Bruce jest dla niej jak Bóg, nie widzi w nim żadnych wad. A Miley? Ona też go lubi. Wiem że raz ją uderzył, ale niby nie chcący, więc mu wybaczyła i zapomniała o zaistniałej sytuacji.
O tym że się nade mną znęca nie wie na razie nikt, oprócz mnie samej i oczywiście tego, który mnie krzywdzi. Nie chcę żeby ktoś się dowiedział, wstyd mi o tym myśleć a co dopiero mówić.. 
Zresztą, on sam zabronił mi komukolwiek pisnąć chociażby słówko na ten temat, także jestem uziemiona. Nie wiadomo co mogłoby mu wpaść do głowy gdybym komuś powiedziała, prawdopodobnie była bym już martwa. Sądzę że jest do tego zdolny...
Jak weszłam do jadalni, zauważyłam że przy stole czeka już mama i moja siostra. Rozmawiały ze sobą bardzo rozbawione, a gdy mnie dostrzegły od razu posłały mi bardzo ciepłe uśmiechy. 
- Cześć kochanie! Jak się spało? 
Podeszłam do stołu i rozstawiłam na nim talerze, po czym zatrzymałam się przy krzesełku Lucy. 
- Hej mamusiu. Całkiem okej, tylko ktoś tu musiał mnie obudzić. 
Spiorunowałam wzrokiem Miley siedzącą tuż obok a mamie dałam całusa w policzek.
- Ej, to nie moja wina! 
- Nie bądź na nią zła, kazałam jej to zrobić bo musimy z wami porozmawiać, a śniadanie jest idealną do tego okazją. Usiądź koło niej, poczekamy na Bruca i razem z nim wyjaśnię wam o co chodzi, dobrze? 
- No dobrze. 
Odsunęłam krzesełko, usiadłam na nim wygodnie i przysunęłam się do stołu. 
Dosyć dużo czasu minęło zanim facet raczył zaszczycić nas swoją obecnością.
Przyszedł do pokoju z jakimiś wędlinami i innymi przekąskami potrzebnymi do śniadania, postawił je na stole i usiadł koło żony. 
- Więc?
Miley spojrzała najpierw na Bruca, później na mamę i na mnie. 
- O czym chcecie rozmawiać? 
Dokończyłam za nią, sięgając po chleb i słoik nutelli, który stał tutaj już zanim przyszłam. Założę się że przyniosła go osoba, która uwielbia nutellę tak samo jak ja - Miley! Obydwie ją kochamy, potrafimy same zjeść cały słoik, jeśli nie więcej. 
- Ja i moja kicia.....
O mój boże nienawidzę kiedy on ją tak nazywa, przyprawia mnie to o mdłości, fuj. Bruce złapał moją mamę za rękę, patrząc raz na mnie raz na moją siostrę. Kiedy zauważył nasze skupienie, postanowił kontynuować. 
- Postanowiliśmy że wyjedziemy na wakacje! 
Wykrzyczał do nas radośnie, a mama zaczęła klaskać energicznie w ręce śmiejąc się do siebie. 
- Co?!
Miley spojrzała na mnie, a ja na nią i same nie wiedziałyśmy co mamy powiedzieć i jak na to zareagować. 
Odkąd są razem jeszcze nigdy nigdzie nie byliśmy, tak jako rodzina.. jeśli można to tak nazwać, bo oczywiście nie wliczałam pana B. do naszej rodziny, ale mimo to do niej należał - niestety. To nasze pierwsze  wspólne wakacje w które chcą nas gdzieś zabrać, zawsze w te wolne dwa miesiące siedzieliśmy w domu i najdalej gdzie się ruszaliśmy to na basen, na kręgielnie lub do kina. Przyznam że był to dla nas niezły szok.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz